Pod koniec sierpnia 2019 roku wraz z grupą wybraliśmy się do Lichnów koło Chojnic. Celem był trop zestrzelonego niemieckiego samolotu rozpoznawczego, strąconego w dniu 1 września 1939 roku.
Temat jest bardzo ciekawy, bo nieznany zapewne wielu osobom, ale fakt zestrzelenia samolotu w tej miejscowości podawany jest w kilku źródłach. Oczywiście, informacji na temat samego zdarzenia jest niewiele.
Przytoczmy ciekawą relację świadka tego zdarzenia oficera 18 Pułku Ułanów Pomorskich Antoniego Tarnowskiego.
„Rozbudziłem plutony, kazałem siodłać i obroczyć z owsiaków konie a kucharzom gotować śniadanie. Powietrze było duszne i parne. Szerokie błyskawice rozdzierały niebo. W oddali grzmiało, chmury o fantastycznych kształtach i barwach przewalały się przesłaniając księżyc. Było w tym wszystkim coś niesamowitego, czułem jakiś psychiczny i fizyczny ucisk, jakąś niecodzienną grozę w przyrodzie obejmującą świat. O godz. 3.00 byłem gotów do odmarszu, Głybowicz jednak nie przyszedł. Kazałem luzakowi przynieść wody do mycia. Burza minęła, gęsta mgła rozpostarła się nad nami. Zacząłem właśnie myć ręce, gdy od strony granicy rozległy się wystrzały artyleryjskie wibrujące przeciągle w wilgotnym powietrzu. W ułamku sekundy uświadomiłem sobie rzeczywistość: zaczęła się wojna. Spojrzałem na ręczny zegarek, który położyłem na kamieniu obok miednicy. Była punktualnie 4.45.
Wszyscy stanęli jak wryci, zwróceni twarzami ku zachodowi, patrząc w tamtą stronę, jakby chcąc wzrokiem przebić mgłę. Z kwater poczęli wybiegać oficerowie dopinając mundury i wrzucając na siebie części ekwipunku. Konie popodnosiły głowy do góry i gryząc mundsztuki toczyły wokół nerwowymi oczami. Powietrze jęczało ciężko rozdzierane lecącymi nad nami pociskami, artyleria niemiecka ostrzeliwała właśnie Chojnice.
– No, chłopcy – mamy wojnę – powiedziałem.
Wtem, prawie nad naszymi głowami, z rykiem motoru wyskoczył z niskich tumanów mgły samolot z krzyżami na kadłubie. Prawie jednocześnie rozległ się pojedynczy strzał karabinowy i samolot uleciawszy 300 – 400 m z potężnym hukiem runął na ziemię za naszą stodołą. Ziemia drgnęła pod nogami, wystraszone konie stojąc na zadach szarpały się w rękach ułanów. Okazało się, że strzelił kpr. Gadomski i jak stwierdzono, trafił pilota w głowę. Dla tego ostatniego kampania ta rzeczywiście trwała rekordowo krótko. Oczywiście celny strzał był przypadkiem i być może był to pierwszy samolot niemiecki strącony w tej wojnie. Od strony granicy, jak trzask rozrywanego płótna odezwały się długimi seriami ciężkie karabiny maszynowe, a ogień artylerii nieprzyjacielskiej skierował się na nas, pociski jednak przenosiły, rozrywając się na mokrej łące tuż za wsią. Z trzaskiem otwierały się drzwi we wszystkich domach i ludność z płaczem i głośnym zawodzeniem poczęła wybiegać na podwórza i na drogę, wypędzając inwentarz z budynków i zakładając konie do wozów. Zewsząd rozlegał się ryk krów, klamor ptactwa i nawoływania wystraszonych mieszkańców, stada gołębi wirowały ponad dachami. A przed kilku minutami to była cicha uśpiona wieś”.
Tak wydarzenie to wspomina kapral Alfons Radecki z 18 Pułku Ułanów:
„Poszczególne działony zajęły następujące pozycje: dwa działony przy granicy, mój działon znajdował się około 300 m od wsi Lichnowy, czwarty działon zajął pozycję za nami. Dowódcą tego działonu był kpr. Schumacher. Na tej pozycji znajdował się również zastępca dowódcy plutonu plut. Komaszewski.
W tym dniu panowała gęsta mgła. Po opadnięciu mgły, około godziny 9.30, został w pobliżu naszego stanowiska zestrzelony przez polski ckm niemiecki samolot zwiadowczy. Spadł on około 200 m od naszego stanowiska.”
Istnieje kilka publikacji potwierdzających fakt zestrzelenia niemieckiego samolotu przez ułanów z 18 Pułku, ale w niektórych pozycjach natrafiamy na informacje, że samolot został zestrzelony przez sekcję karabinów maszynowych (uzbrojonej w zdobyczne rosyjskie maximy) z 11 dywizjonu artylerii konnej wchodzącego w skład Pomorskiej Brygady Kawalerii.
Wspomina dowódca 11 dak kap. Jan Pasturczak:
[…] Około godziny 9.00 nad Lichnowami i stanowiskiem baterii bardzo nisko zaczął krążyć samolot nieprzyjacielski. Ściągam dwa ckm-y i każę ich dowódcy pchor. Karnkowskiemu pilnować przerw w chmurach i próbować go zestrzelić. Samolot został zestrzelony i spadł 80 m od punktu obserwacyjnego baterii. Pilot został zabity, a obserwator ciężko ranny.”
Wróćmy do samolotu zestrzelonego w Lichnowach. Idąc dalszym tropem ustaliliśmy, że był to samolot rozpoznawczy typu Heinkel He 45 z 9 klucza sztabowego Lehrgeschwader 2, (9. (H) / LG 2) we wrześniu 1939 stacjonującego w Lotyniu (Lottin) koło Szczecinka (dzisiejsze byłe lotnisko zapasowe 9 pułku lotnictwa myśliwskiego z Debrzna w Wilczych Laskach).
Heinkel He 45 − dwumiejscowy niemiecki samolot rozpoznawczo-bombowy. Okres jego służby przypadał przede wszystkim na okres wojny domowej w Hiszpanii, choć wykorzystywany był jeszcze w 1942 roku do walk na froncie wschodnim. Na początku 1936 roku He 45 był najliczniejszym typem samolotu używanym w Luftwaffe. Był na wyposażeniu eskadr rozpoznawczych dalekiego zasięgu oraz szkół lotniczych, gdzie używano go do treningu pilotów, strzelców pokładowych i obserwatorów. W chwili rozpoczęcia II wojny światowej Luftwaffe miała w pierwszej linii tylko nieliczne He 45. Pozostałe były wykorzystywane do szkolenia, a od 1942 roku także jako nocne bombowce na wzór radzieckich Po-2.
Samolot He 45 z (9. (H) / LG 2) w dniu wybuchu wojny przydzielony był do wsparcia, jako rozpoznanie XIX Korpusu Pancernego Heinza Guderiana, i stacjonował na polowym lotnisku Scholastivkovo – Scholastykowo koło Debrzna. 1 września XIX Korpus Pancerny ruszał na Polskę swą żelazną pięścią z okolic Debrzna, a sam dowódca Heinz Guderian w przededniu wojny miał swoją kwaterę w pałacyku w Debrznie Wsi.
Ustaliliśmy, że samolot pilotowany był przez gefreitra (kaprala) Hansa Ferstla na pokładzie wraz z oficerem obserwatorem, zastępcą 9 klucza Rudolfem Baumannem. Załoga otrzymała zapewne zadanie rozpoznania polskich pozycji obronnych w pasie natarcia XIX Korpusu Pancernego.
Niemiecki samolot rozpoznawczy wystartował z lotniska polowego Scholastykowo krótko po godzinie 5.00. Po kilkunastu minutach znajdował się już nad terytorium polskim. Jako pierwsi zauważyli go kawalerzyści z Kawalerii Dywizyjnej 9 Dywizji Piechoty w rejonie Kamienia Krajeńskiego.
Samolot został zestrzelony 1 września około godziny 9.05 niedaleko stanowiska dowodzenia 18 Pułku Ułanów, nieopodal wioski Lichnowy. Wg. wspomnień miejscowej ludności samolot ten ostrzelał widoczne we mgle gospodarstwa w Doręgowicach. Następnie skierował się na północ, by nad Lichnowami zatoczyć dwa kręgi wokół wieży kościoła (wieża wystawała ponad mgłę). Pilot leciał dość ryzykownie, bo na wysokości około 50 m nad ziemią. Wtedy zestrzeliły go polskie ckm-y. Ranny pilot próbował posadzić maszynę na ziemi, ale samolot rozbił się.
Jak możemy przeczytać w książce M. Pasturczaka i J. Lewica „Trzeba ginąć, stąd się nie wychodzi. Krojanty 1939. Prawdy i mity.”:
„Maszyna leżała 80 metrów od wzgórza, na którym mieściło się stanowisko dowodzenia. Kapitan ( Pasturczak z 11 dak) wraz rtm. Godlewskim (18 P.Uł.), mimo protestu Pułkownika (Kazimierza Mastalerza dowódcy 18 P.Uł.), który obawiał się eksplozji bomb, pobiegli do wraka. W środku był martwy obserwator i ciężko ranny pilot z wgniecioną klatką piersiową, który cicho szeptał „Mutti, luft” (mamo, powietrza). Oficerowie zabrali mapy i dokumenty oraz prowizorycznie opatrzyli rannego”.
Później okazało się, że obaj lotnicy pochodzili z okolicy Chojnic. Byli kosznajdrami (niemieckimi kolonistami z okresu wojny trzydziestoletniej).
Po tym zdarzeniu, niemieckie samoloty miały się na baczności i nie schodziły poniżej wysokości 500 m nad ziemią.
Lotnika Rudolfa Baumanna awansowano pośmiertnie do stopnia hauptmanna (kapitana), został pochowany na cmentarzu w Lichnowach. Jego pogrzeb był wyjątkowo celebrowany przez Niemców. Pogrzeb odbył się w asyście kilku generałów.
Prochy niemieckiego lotnika zostały ekshumowane z lichnowskiego cmentarza w latach dziewięćdziesiątych i przewiezione najprawdopodobniej na niemiecki cmentarz wojenny w Glinnej koło Szczecina (ale nie drążyliśmy dalej tematu).
Nie udało nam się ustalić, co stało się z pilotem Hansem Ferlstm. Na lichnowskim cmentarzu pozostał tylko krzyż po Baumannie.
Niewiele myśląc, gdy tylko się o tym dowiedzieliśmy, tego samego dnia udaliśmy się do Lichnów w celu jego odnalezienia (krzyża). Po dotarciu do nekropolii, nie mogliśmy zlokalizować mogiły i krzyża po niemieckim lotniku. I tu z pomocą przyszedł nam proboszcz tutejszej parafii (Parafia pw. św. Jadwigi Śląskiej w Lichnowach) ks. Andrzej Kuczyński. Po okazaniu starego zdjęcia krzyża, ks. Andrzej natychmiast wskazał nam miejsce. Okazało się, że krzyż był odwrócony, dlatego nie mogliśmy go odnaleźć. Po otarciu z zabrudzeń ukazały się napisy. R. Baumann 12.11.1913 – 1.9.1939.
Jako pierwsze zestrzelenia samolotów Luftwaffe we wrześniu 1939 roku przypisuje się podporucznikowi Władysławowi Gnysiowi z krakowskiej 121 eskadry myśliwskiej. Ale były to zestrzelenia podczas walk powietrznych. Niepodważalnym faktem jest, że jednym z pierwszych zestrzelonych samolotów niemieckich z ziemi, był opisywany dziś samolot, Baumanna. Był prawdopodobnie jednym z pierwszych niemieckich oficerów poległych w II wojnie światowej, a zarazem pierwszym lotnikiem.
Adam Satro
Źródła:
M. Pasturczak, J. Lewic - Trzeba ginąć, stąd się nie wychodzi. Krojanty 1939. Prawdy i mity.
A. Lorbiecki, M. Wałdoch – Chojnice 1939.
Historia Chojnic- Walczyłem pod Chojnicami – relacja Antoniego Tarnowskiego.
K. Ciechanowski – Armia Pomorze.
Heinkel He 45 – Wikipedia.
Jednostki Luftwaffe - Lehrgeschwader 2 (LG 2).
eBay – Rudolf Baumann.
Kampania wrześniowa 1939 – Pierwsze zestrzelenie (Intranet.).
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze