Rodzice boją się o najmłodsze dzieci uczęszczające do podstawówki w Nieżychowicach. Chodzi o niebezpieczne przejście przez ruchliwą drogę wojewódzką tuż przy szkole. – Nie wszyscy kierowcy zdejmują tu nogę z gazu – zaznacza Żaneta Michalska, która odprowadza ośmioletniego syna Filipa praktycznie pod drzwi szkoły. Wójt rozumie zaniepokojonych opiekunów. – Bezwzględnie ktoś dorosły powinien mieć baczenie na najmłodszych – zaznacza.
Rodzice boją się o najmłodsze dzieci uczęszczające do podstawówki w Nieżychowicach. Chodzi o niebezpieczne przejście przez ruchliwą drogę wojewódzką tuż przy szkole. – Nie wszyscy kierowcy zdejmują tu nogę z gazu – zaznacza Żaneta Michalska, która odprowadza ośmioletniego syna Filipa praktycznie pod drzwi szkoły. Wójt rozumie zaniepokojonych opiekunów. – Bezwzględnie ktoś dorosły powinien mieć baczenie na najmłodszych – zaznacza.
– Nasza szkoła położona jest dość nieszczęśliwie, bo bardzo blisko drogi wojewódzkiej – przyznaje Małgorzata Szynwelska, dyrektorka Szkoły Podstawowej w Nieżychowicach. Nic dziwnego, że rodzice najmłodszych pociech po prostu się o nie martwią. Obawiają się puszczać same w drogę nawet trochę starsze dzieci. Dlatego odprowadzają je pod samą szkołę, choć taki obowiązek dotyczy tylko maluszków z pierwszej klasy.
Cały artykuł w wydaniu z 27 września 2018 roku, nr 39/848
Na zdjęciu: Żaneta Michalska (w wózku z Szymonem)i Ewa Cysewska podkreślają, że przejście przy podstawówce w Nieżychowicach jest niebezpieczne.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!