Mieszkańcy kilku spółdzielczych bloków nie mogą się doczekać montera domofonów. Mężczyzna wziął od rodzin po 200 złotych i w lutym zniknął. Sprawą zajęła się już policja.
Mieszkańcy kilku spółdzielczych bloków nie mogą się doczekać montera domofonów. Mężczyzna wziął od rodzin po 200 złotych i w lutym zniknął. Sprawą zajęła się już policja.
– Proszę zobaczyć, 27 stycznia dałam temu mężczyźnie 200 złotych. Domofon miał być zamontowany do końca lutego. Została mi tylko głucha słuchawka – mówi Helena Lewińska z bloku przy ulicy Młodzieżowej 17. – W mojej klatce skasował od ośmiu rodzin. Wiem jednak, że są klatki, w których wszyscy za usługę zapłacili – dodaje chojniczanka.
Kable w ścianach
Na klatkach schodowych ze ścian zwisają urwane kable. W mieszkaniach lokatorzy mają słuchawki niepodłączone do niczego. – Pisałam do tej firmy. Dzwoniłam. Nic, żadnego odzewu. Przecież ten mężczyzna po naszych klatkach zebrał tysiące złotych. Ja już swoje pieniądze odżałowałam, ale oszustowi nie popuszczę. Trzeba wszystkich ostrzec, żeby nie dali się naciągnąć – mówi Helena Lewińska. Kobieta poszła na policję. – Ten mężczyzna zwyczajnie nie wywiązał się z umowy – wskazuje na zapis o wykonaniu prac do 28 lutego.
Na Filomatów jedynie wkładki brakuje
O firmie montującej domofony już pisaliśmy. Wcześniej skarżyli się mieszkańcy ulicy Filomatów. Po naszej interwencji monter pojawił się w bloku. Wykonał większość prac, ale nie zamontował wkładek w zamkach i nie wyposażył mieszkańców w klucze. – Domofon jest, ale działa tylko na prąd. Jak wyłączą zasilanie, to nie wejdziemy do domu – mówi Antoni Szlanga, radny, który akurat w tym bloku mieszka. W budynku obok jego sąsiedzi już tyle szczęścia nie mają. – My wkładki sobie już sami kupimy, ale oni? Robota zapłacona i niewykonana – dodaje Szlanga.
Spółdzielnia przeszkadza?
Wykonawca domofonów mówi, że wykonałby wszystkie prace, ale… spółdzielnia mu przeszkodziła. W jaki sposób? – Nie będę tego komentował i proszę o telefon za tydzień – powiedział nam Andrzej Cybulski. Zapytaliśmy więc w spółdzielni. – Nikomu nie przeszkadzaliśmy w żadnych pracach – mówi prezes mieszkaniówki Jakub Chmurzyński. – My nie wnikamy z kim mieszkańcy podpisują umowy. Jednak firma musi spełniać odpowiednie normy – dodaje prezes. – Jeśli wykonawca wierci w ścianach, to później musi je doprowadzić do stanu sprzed wykonania prac – mówi Jakub Chmurzyński. Przedstawiciele spółdzielni też byli już wzywani na policję, żeby złożyć wyjaśnienia.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!