Reklama

Spłoszone konie na jarmarku. Na rynku o włos od tragedii

Dziennik Pomorski sto lat temu pisał: Podczas ostatniego jarmarku w Chojnicach, który odbył się w czwartek, doszło do groźnie wyglądającego incydentu. Spłoszone konie zaprzężone do furmanki pana Główczowskiego zerwały się z miejsca i popędziły przez rynek z dużym impetem.

Spłoszenie koni

W ub. czwartak pod czas jarmarku spłoszyły się na rynku konie z furmanką p. Główczowskiego i pędząc z rozmachem uderzyły o narożne drzewko przy Księgarni Polskiej na rynku. Furmanka została silnie uszkodzona, również konie odniosły obrażenie, jednakże lżejsze. Woźnica został tylko lekko poraniony. Mógł by powstać znaczniejszy wypadek, gdyż o mało byłoby zostało okno wystawne Księgarni Polskiej stłuczone.

Jarmark.

W ostatni czwartek odbył się w Chojnicach jarmark na bydło i konie. W godzinach przedpołudniowych zegnano bardzo dużo koni i bydła, jednakże handel wlókł się leniwie. Ceny były niskie; za konie płacono od 50 do 500 zł. stosownie do jakości, za przeciętnego konia żądano do 400 zł. Krowy stały w cenie od 150 zł. do 250 zł. Przed południem chwilami padał rzęsisty deszcz, wobec czego starano się jak najwcześniej opuścić jarmark i wrócić do domu. Przybyli również na jarmark koński cyganie z pod Torania, którzy jednak koni swych pozbyć się nie mogli wobec ogólnego zastoju. Kolejno każdego z nich odprowadzono do komisarjatu dla zbadania papierów, jednakże następnie znowuż zwolniono. Szczęśliwym trafem jeden z urzędników kryminalnych zaraz z rana zauważył uwijających się po targowisku kieszonkowców, którzy już przed dwoma laty nieprzyjemne dali się Chojnicom we znaki. Urządzono na nich obławę, w następstwie czego dwóch zatrzymano w komisarjacie, znowuż innych wyparto poza obręb targu. Miejscowe kupiectwo spodziewało się, większego zysku z jarmarku, ale wobec braku targu kramnego przybyło daleko malej publiczności okolicznej jak zwykle.

Reklama

 

Brusy.

Obecny Zarząd gminy w chwalebny sposób stara się o zasadzenie drzewkami obszernych ulic i dróg gminnych. Na każdem miejscu ukazują się śliczne drzewka jak głogi, lipy itp. Niestety potrzebne to upiększenie wioski, która już zbyt mało drzew na ulicach posiada nie ocenili wszyscy. Zaczęto łamać i strugać kory z nowo zasadzonych drzewek. Sprawy te powtarzały się częściej. Około 25 drzew zostało wieczorami połamanych. Starano się wykryć sprawców, lecz bez skutku. Powyższe wybryki świadczą o zdziczeniu młodzieży naszej. Gmina po części już jest na tropie sprawców i niezawodnie sprawcy odpokutują za swe uczynki. Również zdarzyło się kilka wypadków, że wjechano wozami i połamano drzewa. W ostatnich dniach wjechał tutejszy żyd Zobel na chodnik i złamał dwa drzewka na rożne. Należałoby za nieostrożność taką karać, aby na przyszłość ostrożniej jechano.

Reklama

 

To już nie żart ale karygodna swa wola.

Zuchwałość hakatystów z Vaterlandu, podróżających przez korytarz pomorski niejednokrotnie już święciła orgie, ale dotąd trzymała się w pewnych granicach wewnętrznej zajadłości na widok tego „schönen Stückchens Landes", które dostało się w ręce znienawidzonych Polaków. Jednakże dnia 28 maja w pociągu tranzytowym niemieckim nr. 302,913 posunęli się trochę za daleko. Oto jak nam z kół kolejarzy donoszą, w tymże dnia i wymienionym pociągu wywiesili w oknie wielki, na pół metra wysoko i szeroki biały plakat z wydrukowanym wielkiemi literami napisem: Die Zeit der Befreiung ist nahe". Tenże plakat wisiał w oknie tak podczas jazdy jak i na dworcu kolejowym. Pociąg ten nadszedł z Prus Wschodnich. Jest również prawdopodobnie, że afisz ten używano już częściej w podróży przez korytarz pomorski. Prawdopodobnie wypadkiem tym zajęły się odnośne władze.

Reklama

 

Lichnowy.

W Zielone Świątki można było w kościele naszym zauważyć wypadek niezwykły. Pewien obywatel przybyły do Sławęcina, parafii Lichnowy z Kongresówki, osadnik p. G, przyprowadził do kościoła dziecko do chrztu św., które już miało dwa lata i mogło oczywiście samo iść do chrztu i przed ołtarz nie potrzebowało więc ojca chrzestnego.

 

Karygodna swawola.

Jak się dowiadujemy, dopuszczono się w mieszkaniu kupca B. w niedzielę po południu zbyt grubej swawoli. Otóż podczas grupowania się cechu piekarzy na tutejszym rynku w celu odmarszu do Wilhelminki, usłyszano naraz koncert gramofonowy wygrywający pieśń niemiecką, nacjonalną: „Deutschland, Deutschland über alles". Przy bliższem zbadaniu wykazało się, iż koncert ten urządza się faktycznie u p. B., który w trakcie rzeczy uchodzi tu za Polaka i prowadzi interes węgla, piwa itd. W rzecz tę wmieszała się podobno policja, zajmując odnośną płytę jako dowód rzeczowy.

Reklama

 

W pogoni za chlebem!

Dwóch młokosów z Bydgoszczy wybrało się to w nasze strony za pracą. Podróż swą odbywali pieszo. Noclegi swe miewali pod gołem niebem. W Chojnicach znaleźli na te całe osobne apartamenty pod mostem kolejowym. Wyciągali się na ławach stojących w obok znajdującym się ogrodzie. Zainteresowała się nimi policja, a że nie mogli wykazać się odpowiednimi dokumentami, więc zabrano ich na policję. Rozpoczyna się znów znana z przed czasów wojny światowej wędrówka. Niejedni znajdowali w tem zamiłowania i z biegiem czasu wędrowali zawodowo.

Reklama

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się


Reklama

Wideo czaschojnic.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości