Przedłużająca się śnieżna i mroźna zima to problemy nie tylko dla pieszych i kierowców. To także ciężki czas dla dzikich zwierząt, które mają problem ze znalezieniem pożywienia. Tymczasem, jak informują nasi czytelnicy "paśniki najczęściej są puste".
Mieszkająca na terenie gminy Chojnice pani Jolanta niezależnie od pogody często spaceruje po okolicznych lasach. Jak zauważyła, leśne szlaki są pokryte grubą warstwą śniegu, a paśniki co prawda stoją, ale z reguły puste.
"Czy dzikie zwierzęta są tylko po to, żeby na nie polować? Mam wrażenie, że większość myśliwych zapomina o nich poza sezonem łowieckim. Po co w lasach ustawiono paśniki, skoro nikt do nich nie dokłada pożywienia?", pyta czytelniczka Czasu Chojnic.
Tymczasem zgodnie z prawem dbanie o zwierzynę, w tym także dokarmianie jej w okresie zimowym, spoczywa na zarządcach obwodów łowieckich. To najczęściej koła łowieckie. Sytuacja nie jest wcale taka "zerojedynkowa", mówi prezes Koła Łowieckiego "Daniel" w Chojnicach Mariusz Rostankowski.
"Problemem są limity, które nam wyznaczono. Jako koło łowieckie zarządzamy 7 tysiącami hektarów lasów, limit na całą zimę to 7 ton pożywienia. Kolejna sprawa to zakazy wykładania do paśników w młodnikach, a tych na naszym terenie, przez który przeszła nawałnica, jest bardzo dużo. Nadleśnictwa nie chcą, żeby zwierzęta grupując się w okolicy paśników niszczyły młode drzewka", mówi Rostankowski.
Myśliwi z koła "Daniel" w tym sezonie zimowym dokarmiali zwierzynę głównie burakami, owsem, kukurydzą i sianokiszonką. "Zapasy już się skończyły, a kupić cokolwiek aktualnie jest praktycznie niemożliwe", dodaje prezes.
W kole łowieckim "Dr Jana Łukowicza", które swoim zasięgiem obejmuje tereny od Swornegaci do Krojant oraz od Charzyków do Drzewicza, karma jest wykładana systematycznie. "Kładziemy głównie siano, owies, ale także buraki, czy kartofle. Ten rok jest dla zwierzyny bardzo trudny, przede wszystkim przez tworzący się lód, który utrudnia dokopanie się do pożywienia", mówi łowczy Piotr Borzyszkowski.
Inaczej do sprawy podchodzą w kole łowieckim "Świt", które zarządza 10 tysięcy hektarów w okolicy Chojnic i Obkasu.
"Z reguły nie dokarmiamy zwierzyny, bo leśnicy twierdzą, że powinna ona sobie dać radę sama. Karma jest wykładana ewentualnie w tak zwanych pasach zaporowych przed polami, żeby zwierzęta ich nie dewastowały w poszukiwaniu pożywienia", mówi prezes koła Rafał Winiecki.
To jak to w końcu jest: są limity, czy leśnicy nie życzą sobie dokarmiania? Okazuje się, że obie sytuacje są jak najbardziej możliwe:
"Koła łowieckie są zarządcami terenów, ale swoją praktykę muszą uzgodnić z nadleśnictwami, bo dokarmianie zwierzyny ma wpływ na prowadzenie gospodarki leśnej, w tym na szkody, które może poczynić zwierzyna. Leśnicy muszą działać tak, by zwierzęta nie niszczyły ich upraw - młodego lasu. Dlatego niektóre nadleśnictwa wprowadzają limity, niektóre nie chcą, żeby paśniki w ogóle wypełniać", tłumaczy rzecznik prasowy Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych w Toruniu Honorata Galczewska.
Reklama
W przypadku długiej i srogiej zimy Lasy Państwowe czasami jednak także interweniują, by pomóc zwierzynie przetrwać.
Dla nas rozwiązaniem jest wykładanie tak zwanych drzew zgryzowych - pojedyncze drzewa są ścinane i zostawiane zwierzynie do obgryzienia. Również podczas planowego przetrzebiania lasu pozostawiane są gałęzie, które także potem służą jako pokarm", dodaje Honorata Galczewska.
Dodajmy, że dokarmianie dzikiej zwierzyny przez osoby prywatne jest na terenie Lasów Państwowych zakazane.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze