Instruktor WDK w Silnie dostał wypowiedzenie. – Pracuję tu od 25 lat. Nigdy nie dostałem nagany. Nie rozumiem, dlaczego zostałem tak potraktowany – mówi Jerzy Porębski. Dyrektorka GOK-u w Chojnicach podkreśla, że powody rozstania zostały wyłuszczone w wypowiedzeniu i nie chce ich komentować. Sprawa prawdopodobnie znajdzie swój finał w sądzie pracy.
Instruktor WDK w Silnie dostał wypowiedzenie. – Pracuję tu od 25 lat. Nigdy nie dostałem nagany. Nie rozumiem, dlaczego zostałem tak potraktowany – mówi Jerzy Porębski. Dyrektorka GOK-u w Chojnicach podkreśla, że powody rozstania zostały wyłuszczone w wypowiedzeniu i nie chce ich komentować. Sprawa prawdopodobnie znajdzie swój finał w sądzie pracy.
Jerzy Porębski, instruktor Wiejskiego Domu Kultury w Silnie, nie ukrywa rozżalenia. W ubiegłym tygodniu został zwolniony z pracy. – Wcześniej nic na to nie wskazywało. Dowiedziałem się od kierowniczki (Edyta Barwina, kierująca WDK w Silnie – przyp. red.), że mamy stawić się w GOK-u. Myślałem, że chodzi o przygotowania do Biesiady Sileńskiej – mówi. Od Justyny Rząski, szefowej Gminnego Ośrodka Kultury w Chojnicach, w poniedziałek 30 września otrzymał wypowiedzenie. – Nigdy nie dostałem żadnej nagany z wpisem do akt. Pracuję od 35 lat, a w Silnie od 25 lat. Najczęściej jestem w placówce popołudniami, bo to taka praca. Zawsze mówiłem, że gdy inni odpoczywają, to my działamy. Nigdy się na to nie skarżyłem, ja po prostu lubię swoje zajęcie. Wydaje mi się, że mieszkańcy też dobrze mnie odbierają – mówi instruktor.
Szanowałem przełożoną
Zapewnia, że nie był w konflikcie z kierowniczką jednostki. – Szanowałem ją jako przełożoną. Nigdy nie powiedziałem o niej złego słowa ani nie krytykowałem – mówi. Edyta Barwina siedem lat temu została szefową WDK. Czy młoda i mniej doświadczona kierowniczka, w dodatku kobieta, nie była solą w oku pracownika, który miał znacznie dłuższy staż? – Absolutnie nie – zarzeka się Porębski. – Nigdy nie miałem aspiracji do bycia kimś więcej niż instruktorem, mam zresztą tylko średnie wykształcenie. Przez lata pracy w domu kultury współpracowałem z wieloma kierownikami, a najlepiej wspominam śp. Dankę Reszczyńską. To była wspaniała szefowa. Tworzyliśmy zgrany duet, rozumieliśmy się w połowie słowa.
Porębski zajmuje się w WDK m.in. obsługą nagłośnienia, koszeniem trawy oraz nauką gry na instrumentach. Prowadzi też zespół Pod Wspólnym Dachem oraz grupę seniorów Malwy. – Efekty mojej pracy są widoczne. To sukcesy dzieci. Z wyjazdów są zdjęcia, dyplomy – mówi.
„To była inwigilacja”
W wypowiedzeniu podano jego przyczyny. To konkretne zdarzenia z tego i ubiegłego roku, dotyczące m.in. braku uzgodnienia wyjazdów służbowych z przełożonym oraz zarzuty bardziej ogólne, związane na przykład z nieaktualizowaniem informacji na stronie internetowej placówki. – Jeśli chodzi o internet, to prawda, że jestem w tym zielony. Ale z drugiej strony nikt mi też nie pokazał, jak obsługiwać stronę – mówi instruktor. – Jeśli chodzi o inne zarzuty, to nie uważam, by były powodem do zwolnienia. Jeśli coś było nie tak, to można było ze mną porozmawiać, powiedzieć mi o tym. Wypisano konkretne daty, zdarzenia. Ktoś musiał od dawna to notować i patrzeć mi na ręce. Czuję się, jakbym był inwigilowany.
To nie kaprys
Justyna Rząska nie chce komentować szczegółów związanych z rozstaniem z pracownikiem. – Dla mnie to sytuacja dość niezręczna, bo uważam, że takie sprawy załatwia się między pracodawcą a zatrudnionym, a nie na łamach prasy. To moje standardy. Byłoby niestosowne, gdybym publicznie roztrząsała powody rozstania. Zostały one podane w wypowiedzeniu – wyjaśnia. – W każdym zakładzie pracy jest tak, że zarówno pracownik, jak i pracodawca mają prawo zdecydować o rozwiązaniu stosunku pracy. Nawet jeśli ktoś jest gdzieś zatrudniony od 20 lat, nie oznacza to przecież dożywocia na danym stanowisku.
Dyrektorka podkreśla, że ruchy kadrowe w ośrodku są zawsze przemyślane. – To nie jest chwilowy kaprys czy emocje, które wzięły górę. Nie chodzi o sympatie, bo prywatnie Jerzego bardzo lubię. Ta decyzja nie była łatwa, ale sądzę, że jest słuszna. Podjęłam ją w interesie WDK w Silnie – tłumaczy. – Zawsze podkreślam, że człowiek jest największym kapitałem. Tu nie ma miejsca na eksperymenty, bo kadra to żywy organizm. Poprzeczka jest jednak zawieszona wysoko, bo wszyscy pracujemy w zespole. W poszczególnych załogach jest kierownik, który wypracowuje wizję placówki i ją realizuje. Reszta musi to respektować.
Jednocześnie zarówno Justyna Rząska, jak i Edyta Barwina zapewniają, że wcześniej były prowadzone dyscyplinujące rozmowy z pracownikiem. Kierowniczka WDK nie chce komentować całej sprawy. Podkreśla jedynie, że w grę nie wchodzą żadne osobiste konflikty, a sprawy wyłącznie zawodowe.
Skończy się w sądzie
Wypowiedzenie jest trzymiesięczne. Jerzy Porębski przestanie pracować w WDK z końcem grudnia. Nie zamierza jednak odpuścić. – Choć nie chcę, jestem zmuszony pójść do sądu pracy. Tam pewnie będzie okazja, żeby poznać konkretne przyczyny zwolnienia – mówi.
Justyna Rząska zdaje sobie sprawę, że spotka się z Porębskim przed obliczem Temidy. – Jeśli pracownik nie zgadza się z wypowiedzeniem, to jak najbardziej ma prawo do tego, by pójść do sądu. Taka klauzula została zresztą zawarta w wypowiedzeniu – podkreśla. Na podjęcie decyzji pracownik ma 21 dni.
Po wygaśnięciu umowy ma zostać przeprowadzony nabór na instruktora WDK, ale jeszcze nie wiadomo, w jakiej formie.
Materiał archiwalny. Artykuł ukazał się w „Czasie Chojnic” 10 października 2019, nr 41/902
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!