Reklama

Dynie sołtysa Lichnów. Zbigniew Nojman zdradza tajniki uprawy

Uprawa dyni jest oczkiem w głowie sołtysa Lichnów. Co trzeba zrobić, by wyhodować wielkie i smaczne warzywo? Woda i zaciszne miejsce – zdradza Zbigniew Nojman.

Zbigniew Nojman od dziewięciu lat jest sołtysem podchojnickich Lichnów. Gdy obejmował stanowisko nie miał zielonego pojęcia o uprawie warzyw. Trochę mu to nie pasowało. Lichnowy to zagłębie owocowo-warzywne, a sołtys bez znajomości uprawy roślin w takim otoczeniu wydawał mu się być oderwany od problemów lokalnej społeczności. Założył więc ogródek, a w nim zaczął pielęgnować pomidory, a trzy lata temu dynie.

Tego z dyni nikt jeszcze w Lichnowach nie robił

Zbigniew Nojman pokazuje swój ogród. Przeciskamy się między długimi, kilkumetrowymi pędami dyń. Te pochodzące z Ameryki warzywa uprawiane były co najmniej 10 tysięcy lat temu, a po odkryciu Nowego Świata przez Europejczyków, szybko trafiły do Europy. Owoce dyni nazywane są jagodami. Osiągają masę do 200 kilogramów. Z kolei owoce z gatunku dyni olbrzymiej mogą przekraczać te rozmiary. Ich waga w rekordowych przypadkach dochodzi nawet do ponad 1000 kilogramów masy.

Reklama

Dynia jest bogatym źródłem witamin i minerałów, takich jak witamina A, witamina C, potas i błonnik. Ma niską zawartość kalorii, co czyni ją zdrowym dodatkiem do diety dla osób dbających o zdrowy tryb życia. Dynia jest wszechstronnym składnikiem, który można wykorzystać w różnych potrawach, takich jak zupy, puree, placki dyniowe czy ciasta dyniowe.

- Ale ja mam też hit! Jeszcze mało kto wie, że z dyni można robić nalewki. Niedługo ogarnę recepturę i będę miał coś, czego nikt w Lichnowach jeszcze nie próbował – mówi Zbigniew Nojman.

Reklama

Jak wyhodować piękną dynię?

Sołtys do uprawy dyni wykorzystuje zeszłoroczne nasiona. Dokładnie je na jesień suszy i przekłada do papierowych torebek. Leżą w nich do kwietnia. Potem bierze pestki i na dobę moczy w wodzie. Napęczniałe nasiona umieszcza w małych pojemniczkach z ziemią.

- Skuteczność kiełkowania wychodzi u mnie na poziomie 50%. To dobry wynik – uważa pan Zbigniew.

Małe dynie rosną w inspekcie do wysokości 7-8 centymetrów. Potem sołtys przesadza je w grunt. Gleba powinna być średniej klasy, a stanowisko słoneczne i osłonięte od wiatru. I w tym momencie zaczyna się najbardziej żmudny proces uprawy.

Reklama

- Żeby uzyskać piękną, dorodną dynię, trzeba ją codziennie podlewać. Najlepszy byłby codzienny, lekki deszcz, ale teraz nie ma co liczyć, że będzie mi on podlewał moje dynie – mówi Zbigniew Nojman.

Klimat w Lichnowach zwariował. Wiosną przez kilka tygodni nie było opadów. Podobnie we wrześniu. Pan Zbigniew mógłby używać do podlewania wody z wodociągu, ale byłoby to zabójstwo dla jego roślin.

- Dynia potrzebuje ciepłej i miękkiej wody – uważa sołtys.

Woda z wodociągu jest zimna i twarda, zawiera dużo żelaza i amonu. Dynia podlana taką wodą przeżywałaby szok termiczny. Pan Zbigniew znalazł sposób na zapewnienie swoim warzywom porządnej wody. Skoro nie może liczyć na deszcze, postanowił łapać te nieliczne opady do wielkich, plastikowych mauzerów. Każdy z nich to metr sześcienny wody. Sołtys ma ich trzy. Podstawione są pod rynny przy budynkach. Pod szopką przy warzywniku montuje czwarte urządzenie.

Reklama

- Muszę łapać deszcz, żeby w każdej chwili być przygotowanym na suszę i brak wody. Dachu nie mam dużego, ale w przypadku pojemnika, przy którym właśnie stoimy, porządna ulewa zapełni mi go w kilkanaście minut – mówi Zbigniew Nojman.

Po rzadkich deszczach zbiorniki wypełniają się i dzięki temu pan Zbigniew ma wodę do codziennego podlewania swoich dyń. Na każdą leje od pięciu do dziesięciu litrów wody - w zależności od temperatury otoczenia. Woda w mauzerach ma temperaturę otoczenia i dzięki temu hodowca stwarza swoim roślinom namiastkę deszczu.

Reklama

Według danych IMGW, średnia roczna suma opadów w powiecie chojnickim w ostatnich latach wynosiła około 600-650 mm. Najwięcej opadów występuje w miesiącach letnich i zimowych, minimum wiosną i jesienią. W okresie wegetacyjnym średni opad wynosi około 320-380 mm. Jednak jak przewidują klimatolodzy, w najbliższych latach należy się spodziewać coraz częstszych i bardziej intensywnych susz, które mogą mieć negatywny wpływ na rolnictwo i środowisko.

Małe dynie są niepotrzebne

Potem przychodzi czas na inne zabiegi agrotechniczne. Pielenie to podstawa. Ale dochodzi też obcinanie pędów i usuwanie małych dyń. Pędy nie mogą być za długie. Na ich końcach tworzą się kwiaty i pojawiają kolejne, małe dyńki. Trzeba je usunąć, bo byłyby konkurencją dla owocu, który wyrósł najbliżej systemu korzeniowego. A panu Zbigniewowi chodzi o to, by wyhodować jak najcięższe warzywo. Za kilka dni w Lichnowach odbędzie się Dzień Dyni. Jednym z punktów obchodów tego święta będzie konkurs na największą dynię.

Reklama

- Chciałbym go wygrać, ale zobaczymy, co pokażą inni mieszkańcy Lichnów. Dbam o moje warzywa, codziennie je dotykam, a moja żona żartuje, że dynie głaszczę częściej niż swoją partnerkę – śmieje się sołtys.

Z czego bierze się sukces?

Zbigniew Nojman pokazuje też swoje drugie oczko w głowie – małe pomidorki kotajlowe rosnące w gruncie. Warzywa obrodziły. Deszczówka z mauzerów zrobiła swoje. Ciepły wrzesień spowodował też, że w warzywa nie weszły choroby grzybowe. Sołtys ma sposób na infekcje roślin. Robi im oprysk mieszanką wody i swojskiego, krowiego mleka. Dynie nie mają takiego problemu z chorobami.

Reklama

Co jest więc źródłem sukcesu przy ich uprawie? Sołtys ani moment nie waha się z odpowiedzią.

- W uprawę dyni trzeba włożyć dużo serca i dużo wody – mówi z przekonaniem Zbigniew Nojman.

 

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 09/12/2025 17:40
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się


Reklama

Wideo czaschojnic.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości