Andrzej Lorbiecki, pasjonat historii Chojnic, podzielił się barwnymi wspomnieniami z dzieciństwa, kiedy w krajobrazie miasta obecne były liczne stawy, błotka i oczka wodne. – Na przestrzeni kilkudziesięciu lat zmieniła się ilość wody w krajobrazie. To nie tylko kwestia jezior osuszonych jeszcze w czasach pruskich, ale także efekt zmian klimatu. Wody jest po prostu mniej – podkreśla.
Wspomina, że jako chłopcy z okolic rynku, ulic Mickiewicza czy Ogrodowej chodzili na tzw. „esy” – błotko znajdujące się tam, gdzie dziś mieści się skrzyżowanie prowadzące do parku wodnego.
– Tam połowa Chojnic nauczyła się pływać. Środek był udeptany, a woda starszym chłopakom sięgała po szyję. My, młodsi, nie zawsze odważaliśmy się tam zapuszczać – mówi Lorbiecki.
Takich miejsc w mieście było więcej: błotka przy ulicy Derdowskiego, niecka w miejscu dzisiejszego Kauflandu, glinianki przy „piątce”, a także popularne stawy u Szpręgla, gdzie zimą jeżdżono na łyżwach.
– Największą frajdą było granie w hokeja na zamarzniętych wodach w rejonie dzisiejszego parku Tysiąclecia – dodaje.
Część dawnych zbiorników wodnych została zasypana, inne wyschły w wyniku melioracji. Do dziś zachowały się nieliczne, m.in. przy dawnych zakładach Szpręgla czy na terenie Skiby.
– To były miejsca, gdzie się wychowywaliśmy, uczyliśmy pływać i spędzaliśmy czas. Szkoda, że ich już prawie nie ma – podsumowuje Lorbiecki.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze