Reklama

Gmina musi płacić za swoich mieszkańców

15/03/2020 08:30

W ubiegłym roku gmina Konarzyny opłacała pobyt dwóch mieszkańców w domach pomocy społecznej. Z gminnej kasy trzeba było wysupłać na ten cel łącznie około 75 tys. zł, co radnym wydaje się niebagatelną kwotą. – Czy nie można poszukać wśród krewnych takich osób, które by się dokładały? – pytała sołtys Konarzyn Dorota Kruth.

W ubiegłym roku gmina Konarzyny opłacała pobyt dwóch mieszkańców w domach pomocy społecznej. Z gminnej kasy trzeba było wysupłać na ten cel łącznie około 75 tys. zł, co radnym wydaje się niebagatelną kwotą. – Czy nie można poszukać wśród krewnych takich osób, które by się dokładały? – pytała sołtys Konarzyn Dorota Kruth.

W 2019 roku w instytucjach opiekuńczych przebywało dwóch mieszkańców gminy Konarzyny, których pobyt był opłacony z budżetu samorządu. Za mieszkanie w Domu Pomocy Społecznej w Chojnicach trzeba było uiścić 39,8 tys zł za osobę, a w DPS Leśna Oaza w Słupsku – 34,7 tys. zł. Zdaniem konarzyńskich radnych to spora kwota. Na ostatniej sesji ubolewali, że w skromnej gminnej kasie trzeba co roku zabezpieczać środki na ten cel.
Gdzie i za ile
– Od czego to zależy, do jakiego domu pomocy są kierowani mieszkańcy? – interesowało radnego Franciszka Adamczyka. – Jest to uzależnione od typu schorzenia. Są na przykład domy dla psychicznie chorych, starszych, niepełnosprawnych intelektualnie. Kierujemy do DPS-ów zgodnie z rozpoznaniem lekarskim – odpowiadał Jakub Frankenstein, kierownik Gminnego Ośrodka Pomocy Społecznej w Konarzynach.
Sołtys Konarzyn Dorota Kruth pytała także o różne kwoty w poszczególnych DPS-ach. – Skąd te różnice w finansach? Czy nie lepiej szukać jak najtańszego domu? – zastanawiała się.
Stawki za pobyt w DPSie są ustalane odgórnie. – Koszt utrzymania jest ustalany przez starostwo powiatowe, nie mamy na to wpływu – wyjaśniał Frankenstein. – Zgodnie z zapisami ustawy mieszkańca kieruje się do określonego typu DPS-u zlokalizowanego najbliżej miejsca zamieszkania. Na przykład dla jednego z naszych mieszkańców były to Chojnice.
Od kogo ściągają?
Kruth dopytywała także, dlaczego jednostka nie próbuje ściągać funduszy od rodziny, nawet tej dalszej. Podawała też konkretny przykład z własnego otoczenia. – Członek mojej dalszej rodziny chciał skorzystać z takiej opieki. To osoba, która nie ma dzieci. Dlaczego nie szuka się krewnych drugiej linii? Chodzi o to, żeby jakoś rozłożyć te koszty pomiędzy więcej osób – wyjaśniała.
Frankenstein podkreślił, że pracownicy GOPS-u działają zgodnie z przepisami. – Nie zgadzam się z tym, że nie szukamy krewnych. Są zapisy ustawy o pomocy społecznej i zgodnie z nimi w pierwszej kolejności opłaty ponosi mieszkaniec DPS-u, potem małżonkowie, wstępni, zstępni. Szukamy takich osób, są też prowadzone wywiady w środowisku – tłumaczył. – Jednak jeśli ktoś nie przekracza 300 proc. kryterium dochodowego, to nie mamy podstaw, by żądać od osoby, by płaciła za pobyt członka rodziny.
Nie w ZOL-u
Jak wspomniał kierownik, w ubiegłym roku zostały zmienione zapisy prawne. – Obowiązkiem jest podpisywanie umów z członkami rodzin, by dopłacali do pobytu, jednak i tak jeśli dochód tej osoby nie przekroczy kryterium, to nie będzie można domagać się dopłat – dodał szef GOPS-u.
Bez wdawania się w szczegóły krótko odniósł się też do opisanego przez sołtys przypadku. – Nie mamy możliwości dopłacania do pobytu osoby, która znajduje się w zakładzie opiekuńczo-leczniczym. Możemy pokrywać koszty jedynie pobytu w domu pomocy społecznej – podkreślił.

Reklama

Na zdjęciu: Jakub Frankenstein odpowiadał na pytania radnych i sołtysów odnośnie pobytu mieszkańców gminy w DPS-ach.

Materiał archiwalny. Artykuł ukazał się w „Czasie Chojnic” 5 marca 2020, nr 10/923

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama


Reklama

Wideo czaschojnic.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości