Dzień Ojca ma długą i wyboistą historię zarówno na świecie, jak i w Polsce. Podczas gdy w USA święto narodziło się z inicjatywy Sonory Smart Dodd w 1909 roku, w Polsce zaczęto je obchodzić 23 czerwca 1965 roku z inicjatywy czytelników łódzkiego „Expressu Ilustrowanego”. Z okazji tego święta lokalnymi wspomnieniami o swoim ojcu, Janie Górnowiczu, podzielił się mieszkaniec powiatu chojnickiego, Andrzej Górnowicz.
Za pomysłodawczynię Dnia Ojca uważa się Amerykankę Sonorę Smart Dodd, która w 1909 roku chciała oddać hołd swojemu ojcu – weteranowi wojny secesyjnej, samotnie wychowującemu sześcioro dzieci. Pierwsze lokalne obchody zorganizowano 19 czerwca 1910 roku w miasteczku Spokane w stanie Waszyngton. Po długiej walce w parlamencie USA, w 1966 roku prezydent Lyndon B. Johnson ogłosił trzecią niedzielę czerwca Dniem Ojca, a oficjalnym świętem narodowym uczynił go Richard Nixon w 1972 roku. W Polsce początek święta przypada na 23 czerwca 1965 roku. Data ta powstała z inicjatywy łódzkiej gazety „Express Ilustrowany”. Dziennikarz Konrad Turowski zapytał poetę Jana Sztaudyngera o idealny termin, a dyskusje czytelników doprowadziły do wyboru 23 czerwca.
Z tym dniem mocno wiążą się osobiste wspomnienia mieszkańców. Swój szacunek dla taty wyraża Andrzej Górnowicz, syn Jana. Rodzice, Małgorzata Górnowicz i Jan Górnowicz, wzięli ślub 21 listopada 1954 roku w Stegnie, w kościele pw. Najświętszego Serca Pana Jezusa, a ślubu udzielił im proboszcz Alfons Skwiercz. Wkrótce potem rodzina musiała zmierzyć się z dramatycznymi wyzwaniami.
W 1955 roku w kraju panowały bardzo trudne warunki gospodarczo-ekonomiczne i polityczne. Mój tato podjął się wychowania i utrzymania mnie przy życiu, ponieważ mama zaraz po urodzeniu zachorowała na zapalenie piersi. Przez około trzy tygodnie wychowywał mnie sam na gospodarstwie rolnym w Stegnie na Żuławach Wiślanych – wspomina Andrzej Górnowicz.
Jak dodaje, rolnicy byli wtedy źle traktowani, a ich rodzinę nazywano tam kułakami.
Dzieciństwo syna upływało na ciężkiej pracy na dużym gospodarstwie. W 1967 roku, gdy Andrzej Górnowicz miał 12 lat, rodzice podjęli decyzję o powrocie w swoje rodzinne strony do powiatu chojnickiego. Matka pochodziła z Sienicy koło Brus. Po przeprowadzce sytuacja rodziny się zmieniła. W Chojnicach Jan Górnowicz szybko przekwalifikował się na mechanika w lokomotywowni. Mimo że nie należał do partii PZPR, jako brygadzista zdobył wielki szacunek za swoje zaangażowanie służbowe i został odznaczony Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski, a także Złotym Krzyżem Zasługi. Małżeństwo Jana i Małgorzaty trwa już prawie 72 lata. Para doczekała się 4 dzieci, 9 wnucząt i 23 prawnucząt.
Moi rodzice pragną teraz przede wszystkim zdrowia, żeby nie cierpieć, a ja dodaję do tego błogosławieństwo Boże, bo zasługują na szacunek nie tylko na ziemi, ale i w wieczności – podsumowuje syn.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze