Mateusz Dajnowski to oficjalny reprezentant Polski w biegach ultra i wielokrotny medalista krajowych czempionatów, w tym w biegu 6-godzinnym. Lekkoatleta mieszkający w Angowicach reprezentował w przeszłości MKS Chojniczankę 1930, a obecnie startuje w barwach KB Biegający Dietetyk Team Charbrowo. W 2024 roku wziął udział w Mistrzostwach Świata w biegu na 100 km w Indiach, kończąc rywalizację z czasem 8 godzin, 22 minuty i 33 sekundy, a teraz przygotowuje się do kolejnego światowego czempionatu w Hiszpanii. W rozmowie sportowiec ujawnił, że od ponad dwóch lat zmaga się z zaburzeniami lękowymi, a bieganie po raz kolejny pomogło mu przetrwać najtrudniejszy moment w życiu.
Pierwszy epizod choroby pojawił się nagle podczas codziennych zakupów w Pruszczu Gdańskim. Mateusz Dajnowski zaczął odczuwać silne zawroty głowy, dezorientację oraz uciski w klatce piersiowej. Choć początkowo wiązał te objawy z intensywnymi obciążeniami treningowymi lub brakiem witamin, sytuacje zaczęły powtarzać się w losowych momentach, nawet podczas zwykłych spacerów. Do domu sportowca kilkukrotnie wzywano karetkę pogotowia, a on sam trafił na dziesięciogodzinną obserwację na Szpitalny Oddział Ratunkowy, gdzie parametry medyczne nie wykazywały żadnych nieprawidłowości. Ze względu na wysokie skoki tętna dochodzące w spoczynku do 180 uderzeń na minutę, biegacz został hospitalizowany na oddziale kardiologii w Chojnicach. Tam, poza stwierdzoną tachykardią oraz typową dla wyczynowych sportowców bradykardią, lekarze po raz pierwszy zasugerowali, że przyczyną dolegliwości mogą być zaburzenia lękowe, które często ujawniają się fizycznie u osób emocjonalnych pod wpływem dawnych przeżyć.
Proces diagnozy i poszukiwania właściwej pomocy medycznej okazał się dla utytułowanego lekkoatlety dużym obciążeniem psychicznym. Pierwsze wizyty w placówkach funkcjonujących w ramach Narodowego Funduszu Zdrowia przyniosły głębokie rozczarowanie i pogorszenie stanu emocjonalnego. Sportowiec wspomina sytuację, gdy na jedną godzinę wieczorną zarejestrowanych było kilkunastu pacjentów, co skracało czas kontaktu z lekarzem do zaledwie kilku minut.
Wszedłem do gabinetu i po dwóch lub trzech minutach rozmowy lekarz zaproponował mi leki na padaczkę, twierdząc, że to objawy pocovidowe. Poczułem się załamany, bo potrzebowałem rozmowy, a nie pośpiesznie wypisanej recepty na witaminy – opowiada zawodnik.
Właściwą pomoc i pełne zdiagnozowanie schorzenia przyniosła dopiero trwająca 40 minut prywatna konsultacja u lekarki psychiatrii, która szczegółowo wyjaśniła mechanizm działania zaburzeń lękowych jako choroby wymagającej kompleksowego przepracowania i dotarcia do jej źródeł.
Choroba przez długi czas paraliżowała codzienne funkcjonowanie biegacza z Angowic, wywołując silne napady lęku, drgawki i konieczność nagłej ucieczki z miejsc publicznych w obawie przed zawałem serca. Zawodnik podkreśla, że brak właściwego rozpoznania prowadzi wielu chorych do tragicznych decyzji, przywołując przykład 21-letniej norweskiej biegaczki Emili, która w tym samym czasie przegrała walkę z lękami i popełniła samobójstwo. Mateusz Dajnowski przyznaje, że sport uratował go dwukrotnie – najpierw w wieku 24 lat, gdy porzucił palenie papierosów i zaczął biegać, oraz ponownie 2,5 roku temu, po wybuchu choroby.
W tej chorobie czasami człowiek myśli, że może zrobić wszystko, a przychodzi moment, że nie może zrobić nic. Trzeba szukać przyczyny, trzymać się razem i rozmawiać, bo życie jest najpiękniejszym darem, a dla mnie wzorem walki są dzieci na oddziałach onkologicznych – podsumowuje maratończyk, który po długiej farmakoterapii uczy się funkcjonować z chorobą bez ukrywania jej przed otoczeniem.
Reklama
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze